Turyści barbarzyńcy. Są miejsca, gdzie stają się gośćmi niemile widzianymi

Stali mieszkańcy popularnych wśród turystów miast mają coraz bardziej dość tłumów, które depczą, hałasują, brudzą i łamią miejscowe zwyczaje. Turyści z roszczeniowym nastawieniem, którzy uważają się za królów świata, stają się plagą. – To zjawisko jest konsekwencją ogromnej indywidualizacji współczesnej kultury Zachodu, która staje się kulturą ludzi zapatrzonych w siebie – powiedział portalowi tvp.info dr Wiesław Baryła, psycholog społeczny z Uniwersytetu SWPS w Sopocie.

– Wielu turystów wychodzi z założenia, że w kurortach czy miejscowościach wypoczynkowych nie ma norm lokalnych, że rządzą się prawami dyktowanymi przez turystów. A panujące tam zwyczaje nie wynikają z miejscowych tradycji, ale dyktują je napływowe hordy. Wśród gości bywają osoby z bardzo zróżnicowanym poziomem poczucia tego, co wypada, a czego nie wypada. Rządzi więc norma „użycia za wszelką cenę” – tłumaczy dr Baryła.

Ze zrozumieniem powinniśmy więc odnosić się do znaków, które nawołują, sugerują czy wręcz nakazują, by turyści nie wchodzili do restauracji w strojach kąpielowych, a w świątyniach mieli zakryte ramiona i nogi. Może więc należałoby spróbować postawić się w sytuacji mieszkańców Włoch czy Hiszpanii i zastanowić, czy chcielibyśmy, by codziennie o świcie budziły nas turkoczące o bruk kółka setek, tysięcy walizek.

Wenecja tonie

Dosłownie i w przenośni. Wody zatoki zalewają to piękne miasto. Powoli Serenissima, czyli królestwo światła, staje się też turystycznym skansenem. Rodowici wenecjanie uciekają ze swojego miasta, przenoszą się na stały ląd, tam gdzie można spokojnie zrobić zakupy i usiąść w ulubionej knajpce z przyjaciółmi. W Wenecji jest to trudne, bo turyści są wszędzie.

Wenecjan jest już niewiele ponad 50 tys., a ich miasto odwiedza średnio 60 tys. turystów dziennie. Wenecję traktują jak zabytkowy Disneyland, a jej mieszkańców – jak obsługę parku rozrywki.

Życie w Wenecji staje się też nieznośnie drogie, bo miejscowi chcą odbić sobie niewygody podnosząc ceny. A popyt na bilety do atrakcyjnych miejsc, kawę i pizzę nie maleje. Oczywiście na drożyznę narzekają wszyscy – i Włosi, i przyjezdni.

Raz na jakiś czas pojawiają się pomysły, by Wenecję „zamknąć”, czyli ograniczyć swobodny przepływ turystów i wpuszczać tam ściśle określoną liczbę turystów. Na razie władze miasta wydały zakaz używania walizek na kółkach. Na poranny hałas skarżyli się wenecjanie oraz turyści.

„Grupa rządzi”

– Ludzie, którzy wyjeżdżają na wakacje, nawet nie zauważają tego, jak się zmieniają. Wydaje im się, że są tacy sami jak u siebie w domu. Oczywiście działa na nich przykład innych turystów, prawo grupy – tłumaczy dr Wiesław Baryła.

– Paradoksalnie, najbardziej nieczuli na miejscowe normy kulturowe są ci, którzy dużo podróżują. Dochodzą do wniosku, że te normy to po prostu kwestia umowy, czyli nic trwałego. Takich turystów cechuje relatywizm, zachowują się tak, jak im wygodnie. Widać to wyraźnie z badań przeprowadzonych ostatnio przez Amerykanów – dodaje.

Rzymska bitwa

Każdego roku władze Rzymu wydają duże pieniądze na czyszczenie zabytkowych murów z graffiti, które turyści lubią zostawić jako znak „tu byłem”. Niestety zdarzają się też tacy, którzy postanawiają zostawić po sobie trwały ślad i np. ryją swoje imiona na ścianach Koloseum. Takich przypadków jest wiele, a ryzyko kary – grozi za to bardzo wysoka grzywna lub nawet więzienie – wielu przyprawia o „przyjemny dreszczyk emocji”.

Media grzmią, że rzymskie dziedzictwo kulturowe jest atakowane przez wandali, co w prosty sposób nawiązuje do najazdu germańskich plemion na Wieczne Miasto przed setkami lat.

W trzymaniu w ryzach turystów nie pomagają liczne zakazy, nakazy, kamery zainstalowane w najchętniej odwiedzanych miejscach.

 

Czytaj więcej: TUTAJ

Post Author: ola